Prawda w dzisiejszym świecie

Inne nie ujęte wcześniej. Chesz coś napisać nie wiesz gdzie . To miejsce będzie dobre .
Daphne
uczen
Posts: 12
Joined: Wed Oct 18, 2006 8:11 pm

Prawda w dzisiejszym świecie

Postby Daphne » Fri Oct 17, 2008 12:48 pm

Wywiad przeprowadzony dnia 01.12 2005r. z dr Markiem Magdziakiem z Instytutu Filozofii i Katedry Logiki Uniwersytetu Wrocławskiego


Niewątpliwie kondycję współczesnego człowieka determinuje świadomość przebywania w świecie chaosu. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, a najistotniejszą z nich wydaje się dewaluacja pojęcia prawdy. Wszelkie osiągnięcia ludzkiej myśli, podejmowane dotychczas próby zdefiniowania i opisania świata naznaczone są piętnem względności. Żadna prawda nie jest ani oczywista, ani jednoznaczna, ani tym bardziej uniwersalna. Wrażenie bezładu dodatkowo potęguje szum informacyjny. Wynikający z niego natłok często sprzecznych doniesień nie składa się na spójny obraz rzeczywistości. Czy przypadkowość zjawisk jest prawdą, czy tylko pozorem wynikającym z fragmentaryczności ludzkiego poznania?

Mam przede wszystkim wątpliwości do tego całego wstępnego wywodu, który poprzedził pytanie, gdyż wydaje mi się, że stwierdzenia, które tu padły nie są ani oczywiste, ani dobrze uargumentowane. Kondycji współczesnego człowieka nie determinuje świadomość przebywania w świecie chaosu, tylko determinuje napięcie pomiędzy dwoma przeciwnymi przekonaniami: z jednej strony świadomością chaosu, z drugiej strony świadomością porządku. Myślę, że współczesny człowiek ma bardzo silne przeczucie jednego i drugiego, natomiast współczesność jest próbą wyjścia z tego napięcia. Napięcie między chaosem a porządkiem nie jest czymś specjalnie charakterystycznym dla człowieka współczesnego. Odkryli to już starożytni. Jedyne, co przyniosły czasy współczesne, to upowszechnienie tego napięcia. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, co było kiedyś zastrzeżone jedynie dla filozofów, artystów, myślicieli.
Pytanie, czy przypadkowość zjawisk jest prawdą czy tylko pozorem? Przypadkowość zawsze ujawnia się na gruncie, na tle pewnych prawidłowości. Cała materia nauki zmierza do tego, aby wyjaśnić, w jaki sposób przypadek jest przejawem konieczności, w jaki sposób konieczność uzewnętrznia się, uobecnia się drogą tego, co przypadkowe. Zwróćmy uwagę, że od czasów nowożytnych historia nauki zmierza do wykrycia tzw. „praw przyrody”. Prawa przyrody nie są czymś, co w jakimś sensie niweluje przypadkowość. Prawa przyrody nie pozwalają nam umieścić wszystkiego, co się zdarza, w obrębie jakiejś określonej konieczności, ale wyjaśniają, w jaki sposób to, co przypadkowe, jest wyrazem tego, co konieczne. W związku z tym nie wydaje mi się, żeby panowało współcześnie przekonanie o tym, że wszystko jest przypadkowe.

Czy współczesny człowiek, który żyje w natłoku informacji i jest konfrontowany z szerokim zakresem wiedzy może sam rozpoznać, czym jest prawda?

Tak, w istocie tak. Co nie znaczy, że posiada jakieś niezawodne kryterium, które pozwala mu na oddzielenie prawdy od fałszu.
U progów czasów nowożytnych, twórca myśli nowożytnej – Kartezjusz pisał, że rozum jest darem najsprawiedliwiej obdzielonym, dodawał żartobliwie, że nie zna nikogo, kto by uskarżał się na jego brak, i nawet ci, których trudno zadowolić w jakimkolwiek innym względzie, w tej jednej sprawie pozostają jednakowo zgodni, a nie sposób żeby wszyscy popełniali ten sam błąd. Natomiast problem polega na tym, że niewielu potrafi posługiwać się tą władzą w sposób należyty. Myślę, że czymś innym jest zdolność rozróżniania, którą wszyscy mają, od zdolności do formułowania sądów. Sąd jest osądem, a osąd jest aktem woli. Bardzo często sądy ludzie wygłaszają naprędce. Problem nie polega na tym, że brak im rozróżnienia pomiędzy prawdą, a fałszem, ale na tym, że wygłaszają oni owe sądy pośpiesznie, nie bacząc na owo rozróżnienie.

Czy istnieje jedna uniwersalna, fundamentalna prawda?
Czy prawda jest pojęciem względnym?

Pojęcie prawdy względne nie jest. Natomiast, żeby odpowiedzieć na pytanie czy pojęcie prawdy jest względne, czy nie, musimy problem prawdy troszeczkę uszczegółowić pytaniem - czym jest prawda?
Pytanie to należy postawić w taki sposób, mianowicie zapytać - co jest prawdziwe,
i na czym polega, że to co prawdziwe, jest prawdziwe?
Natomiast pytanie - czym jest dobro? - należy postawić w sposób następujący - co jest dobre?
Odpowiedź na pytanie - czym jest prawda? - pojawiła się już bardzo dawno. Platon w dialogu „Sofista”, a po nim Arystoteles napisali mniej więcej takie słowa: „prawdą jest mówić o tym, co jest, że jest, a o tym, co nie jest, że nie jest. Fałszem jest mówić o tym, co jest, że nie jest, a o tym, co nie jest, że jest”.
Zwróćmy uwagę, że to określenie Platona i Arystotelesa zwraca uwagę na trzy prawa. Przede wszystkim definicja prawdy jest w pewnym sensie definicją logiczną, powiada nam o tym, jakiego typu akty, czyli ogólniej biorąc obiekty są prawdziwe, bądź fałszywe. Błąd polega na przypisywaniu jakiemuś przedmiotowi istnienia, bądź na przeczeniu, iż ten przedmiot istnieje. Sądząc przypisujemy, przyznajemy jakiemuś przedmiotowi istnienie, bądź odmawiamy mu istnienia. Określamy go jako istniejący, bądź nieistniejący. Druga sprawa to to, że pojęcie prawdy jest silnie związane z pojęciem fałszu. Jeżeli rozumiem, czym jest prawda, rozumiem też, czym jest fałsz. I wreszcie pojęcie prawdy nieodwołalnie wiąże się z pojęciem bycia, czy też czynienia. Osąd polega na przypisywaniu istnienia, bądź odmawianiu istnienia, a prawda, bądź fałsz sądu, wiąże się z istnieniem, bądź nieistnieniem przedmiotu. W pewnym sensie trudno powiedzieć, że pojęcie prawdy jest pojęciem względnym. Wydaje mi się, że każdy dokładnie rozumie, co ono oznacza. Ja kiedyś próbowałem pytać swoich studentów o to, czy pojęcie prawdy jest pojęciem względnym, czy też pojęciem absolutnym. Zadziwiająco łączyło się to z ich praktyczną, zawodową działalnością. Zatrważające było to, że studenci, którzy pracowali w szkolnictwie byli zwolennikami relatywizmu, natomiast studenci, którzy pracowali jako policjanci, bądź celnicy na wszelkie sugestie, że prawda jest pojęciem względnym odpowiadali, że mówić coś takiego może tylko ktoś, kto kombinuje coś niespecjalnie uczciwego.
Zupełnie inną sprawą jest kwestia naszych kompetencji, za których pomocą docieramy do prawdy, bądź fałszu. Nie jest tak, że wszystko to, co uznajemy za prawdziwe będzie zasługiwało na to uznanie zawsze. Rozwój nauki to ciągłe formułowanie hipotez, następnie dyktowanie i obalanie tych hipotez, a następnie formułowanie hipotez lepszych. W tym sensie nie ma absolutnej prawdy, że nie ma takich stwierdzeń, które możemy w pełni i absolutnie uznać za prawdziwe, o ile nie byłyby to twierdzenia trywialne lub twierdzenia, które nie mają specjalnie dużej doniosłości poznawczej. Natomiast to nie pojęcie prawdy jest względne, problemem nie jest problem względności prawdy, tylko pytanie, czy nam ludziom, istotom jednak niedoskonałym, znane są sądy absolutnie prawdziwe, czy jesteśmy zdolni do formułowania twierdzeń absolutnie prawdziwych. I oczywiście nie jesteśmy.

Czy teorie, filozofie, idee mogą być nieprawdziwe, a jednocześnie oparte na prawdzie absolutnej?

Nie, teorie, tezy formułowane na gruncie nauk szczegółowych są hipotezami, które aspirują do prawdy, która jest pojmowana w sposób absolutny. Natomiast z uwagi na to, że są dziełem ludzi, istot niedoskonałych, nie zawsze tej aspiracji są w stanie zadość uczynić. Tworzenie hipotez, dyktowanie, zastępowanie ich lepszymi, jest wysiłkiem człowieka, mającym na celu zbliżanie się do prawdy. Mamy takie dość dobre przekonanie, choć trudno w sposób absolutny je poprzeć jakimiś rozstrzygającymi argumentami, że posuwając się od hipotezy do hipotezy i od teorii do teorii, jesteśmy coraz bliżej prawdy.


W jaki sposób człowiek powinien szukać prawdy?

Powinien przede wszystkim zawierzyć swojemu naturalnemu światłu rozumu. Starać się widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Formułując swoje sądy nie czynić tego pospiesznie. Nie kierować się przyzwyczajeniami, nie sądzić w sposób nawykowy, nie powtarzać obiegowych opinii, w sposób umiarkowany i odpowiedzialny korzystać z usług autorytetów. Poza tym powinien być krytyczny i pamiętać o tym, że każde jego twierdzenie jest tylko ludzką próbą przyswojenia prawdy, a zatem być krytycznym wobec tego, co twierdzi. W obliczu prawdy absolutnej, postrzegać względność i tymczasowość ludzkiego poznania.



Jaka była pierwsza prawda, z którą skonfrontował się człowiek?

Modyfikując trochę znane twierdzenie Kartezjusza: „Myślę, więc jestem”, które Kartezjusz uznał za pierwszą prawdę, można by powiedzieć tak: pierwsza prawda to działam, a jeśli działam, to jestem przedmiotem owego działania, jestem „ja - który działam”. Jest to dostrzeżenie podmiotowo-przedmiotowego charakteru naszego działania. Z jednej strony daje nam to wgląd we własną podmiotowość, integralność, nas jako podmiotów działających, a z drugiej strony prezentuje nam i odsłania sferę przedmiotową, sferę tego, co wobec nas zewnętrzne i co nam się ujawnia i odkrywa. Myślę, że aby dojść do prawdy i zbliżać się ku niej, musimy zdawać sobie sprawę z istnienia przedmiotów, ku którym zmierzamy, ku którym kierujemy wszelkie nasze akty, a w związku z tym nasze zarówno działanie, poznanie, jak i myślenie ma charakter przedmiotowy. Wszelkie modne obecnie podkopywanie owego podmiotowo-przedmiotowego charakteru poznania i wszelkiego podmiotowo-przedmiotowego charakteru, w którym ujawnia się specyficznie ludzkie bytowanie, wszelkie modne tego typu tekstualizmy, prowadzą do relatywizmu i zamykają drogę ku prawdzie.

Czy współcześnie żyjącym jest łatwiej, czy trudniej dochodzić do prawdy?

Wiedzieć jest równie trudno jak zawsze. Ludzie od wieków chcieli poznać prawdę i zawsze mieli z tym duże kłopoty. Poszukiwanie prawdy jest z jednej strony łatwe, a z drugiej trudne. Tak było zawsze i tak jest w tej chwili. Myślę, że czasy współczesne nie są ani specjalnie lepsze, ani gorsze. Wiele rzeczy staje na przeszkodzie, lecz równie wiele może służyć pomocą. Zawsze ludzie znajdowali się pomiędzy dwiema przeszkodami, z jednej strony świadomość własnej niedoskonałości, tego, że jesteśmy istotami omylnymi, prowadziła do relatywistycznych wniosków, z drugiej strony, na przeciwległym biegunie, przywiązanie do określonych stwierdzeń, teorii, czy też kurczowe trzymanie się poglądów. Jedno i drugie jest wielkim niebezpieczeństwem. Żeby dążyć do prawdy należy unikać obu tych skrajności. Współcześnie obie te tendencje się nasilają. Z jednej strony słyszymy takie niedorzeczne hasła jak pluralizm, relatywizm, „każdy ma swoją prawdę”, gdzie przyjęcie takiego, czy innego rozstrzygnięcia, jest ostatecznie kwestią wyboru, który to nie jest podyktowany niczym uzasadnionym. W tych samych rozgłośniach radiowych, na łamach tych samych gazet, przeczytać można o konieczności trzymania się pewnych określonych fundamentalnych zasad, słuchania uznanych powszechnie autorytetów. Często jedne i te same środowiska głoszą przeciwstawne sobie tezy. Chciałbym podkreślić, że obie te drogi nie są dobre, obie te drogi prowadzą na manowce.
Jednak szczególnym problemem współczesności wydaje mi się być kwestia prawdy moralnej. Jeżeli pojęcie prawdy uległo w jakiś sposób dewaluacji to przede wszystkim dotyczy to właśnie pojęcia prawdy moralnej. Powtarza się niedorzeczne mniemanie, iż sądy moralne nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, iż nie sposób przypisywać im statusu sądów w sensie logicznym. Mniejsza o to, czy łączy się to z przejawem indywidualnego punktu widzenia, czy przyjęciem jakiegoś autorytetu. Tutaj obie te tendencje są jednakowo złudne i niebezpieczne. Myślę, że w przypadku prawdy moralnej należy wrócić do takiego znanego wśród klasyków myśli etycznej poglądu, iż podstawowym założeniem jest to, że w pewnych określonych okolicznościach dobrze jest i warto uczynić coś, a czegoś nie warto i nie należy,
i że człowiek jest w stanie to poznać.

Czy rzeczywiście człowiek jest w stanie rozpoznać, co naprawdę jest dobre, a co złe?

Nie zawsze możemy poznać, ale czymś innym jest kwestia aspiracji do prawdy, a czymś innym jest kwestia tego, czy potrafimy to uczynić. W dużej większości przypadków możemy to poznać, lecz oczywiście nie zawsze. Nie ma takiej dziedziny wiedzy, w której obrębie nasza zdolność rozróżniania byłaby tak wyczerpująca, aby o każdym możliwym do sformułowania sądzie dało się rozstrzygnąć, czy jest prawdziwy, czy fałszywy. Nie ma takiej nauki. Gdyby coś takiego było możliwe uczeni już dawno zajęliby się czymś innym, poszukaliby sobie innego zajęcia. Nauka jest możliwa właśnie dlatego, że z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że nasze zdolności wzrastania ku owemu absolutnemu pojęciu prawdy są dalece nieabsolutne i z mozołem, krok po kroku staramy się iść naprzód. Wydaje mi się, że w taki sam sposób następuje rozwój moralny, w taki sam sposób z mozołem próbujemy dowiedzieć się o tym, co dobre, a co złe, co lepsze, a co gorsze. Powiedzmy, że sto lat temu nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że palenie tytoniu w obecności małych dzieci jest czymś złym. Dzisiaj jest to wiedza, która jest powszechna. Jest to pewien postęp. Wcześniej po prostu o tym nie wiedziano, teraz po prostu o tym wiemy. Myślę, że w taki sposób następuje poznanie moralne i kwestionowanie tego współcześnie jest czymś po pierwsze niezdrowym, a po drugie szkodliwym i prowadzi do zagubienia. Ludzie stają się przez to ofiarami tzw. autorytetów moralnych. Zwróćmy uwagę na to, że kolorowe pisma, które można nabyć w każdym kiosku, pełnią taką samą rolę jak, np. w wieku XVII pełniły moralitety, czy poradniki sztuki dobrego i rozumnego życia. Tyle, że owe moralitety były dużo lepsze, i to nie dlatego, że autorzy byli specjalnie mądrzy, a tylko dlatego, że poważnie traktowali oni swoje zadanie. Dzisiaj istnieje bardzo zgubna tendencja do tego, że moralność jest redukowana do obyczaju, a obyczaj do mody.

Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że następne pokolenia nie będą wierzyć w te same prawdy, co my? Czy zastąpią prawdy innymi? Czy też będą one istniały równolegle?

Myślę, że nie. Częściowo nasze rozstrzygnięcia ulegną zdezaktualizowaniu, ale nie dlatego, że następne pokolenia podważą prawdy, w które my wierzymy, tylko dlatego, że zastąpią nasze wysiłki, czy też nasze aspiracje do prawdy swoimi aspiracjami, które będą trochę inne. Tu jestem optymistą, więc wierzę, że następne pokolenia będą jednak mądrzejsze od nas i bliższe prawdy. Mówi się np., że „współczesna nauka”, „uczeni” wykazali ... itd., itd. A zapomina się o tym, że nauka jest czymś historycznym. Tak jak my patrzymy dzisiaj na teorie, hipotezy naukowe produkowane w wieku XVIII, XIX, XX., tak samo przyszłe pokolenia będą patrzeć na współczesną naukę. Nie dla tego, że w jakiś sposób odrzucą gotowe prawdy. Nie jest to odrzucanie, jest to raczej, nazwijmy to po Heglowsku: „pozytywne odniesienie”. My czynimy pewną próbę, natomiast kolejne pokolenia będą czyniły kolejne próby i daj Boże, żeby odnosiły na tym polu coraz więcej sukcesów. Ja bym tego nie łączył z jakimś odrzuceniem, lecz z tym, co my tu teraz współcześnie robimy. I tak np. mechanika relatywistyczna nie jest odrzuceniem prawdy klasycznej, lecz twórczym zniesieniem prawdy.

Skąd biorą się coraz częściej pojawiające się głosy o dewaluacji pojęcia prawdy?

Dewaluacja pojęcia prawdy jest hasłem chwytliwym. Bierze się to stąd, że współcześnie każdy może sobie napisać i wydać, co mu przyjdzie do głowy. Nie jest to nowa sytuacja. Były już takie okresy w historii, gdzie podobne zjawiska miały miejsce. Na przykład u schyłku świata antycznego, w dobie hellenizmu, bardzo wielkie rzesze ludzi aspirowały do tego, żeby mówić, pisać i wygłaszać stwierdzenia na każdy temat, co spowodowało pojawienie się mnogości różnego, mniej czy bardziej wartościowego towaru na rynku myśli, a to wpłynęło z kolei na to, że zaczęto głosić podobne hasła i wypowiadać się prowokacyjnie. Nie sądzę, żeby to było jakoś specjalnie charakterystyczne dla czasów współczesnych, choć też nie twierdzę, że było tak zawsze. Są takie okresy, pojawiające się od czasu, do czasu, kiedy kwestionuje się pojęcie prawdy, i albo odrzuca się jego jakiś absolutny charakter, albo powiada się, że to pojęcie uległo dewaluacji. Z drugiej strony mimo tego, iż widzę w tym pewne niebezpieczeństwo i nie jest to stan, który jest zadowalający, to muszę uczciwie stwierdzić, że w czasach, kiedy głoszono przywiązanie do prawd absolutnych, także nie było zbyt sympatycznie i dobrze. Bardzo często hasłom przywiązania do prawd absolutnych towarzyszyła niechęć dla krytycznego myślenia, krępowanie, podporządkowywanie, i chęć obalenia autorytetów. Tutaj absolutnie nie twierdzę, że receptą na ten współczesny kryzys jest powrót do czegoś podobnego. Po prostu powiem tak, dawniej ludzie mieli inne kłopoty, teraz mają takie kłopoty, lepiej mieć chyba nasze kłopoty, niż głosić tutaj jakieś hasła nowego średniowiecza, czy powrotu do nauk autorytetów moralnych.

Czy nie jest tak, że to, co jest prawdą dla nas, dla innych kultur może nią nie być?

Nie, kwestia kultur jest związana z czymś zupełnie innym. Do tej pory mówiliśmy o tym, że prawdziwe, bądź fałszywe są przekonania albo sądy w sensie logicznym. Natomiast my oczywiście nasze przekonania bądź sądy komunikujemy w taki sposób, że wypowiadamy pewne zdania. Bardzo często na styku różnych kultur pojawia się problem trudności w komunikowaniu. Ludzie, którzy przynależą do różnych kultur mogą mieć problem z zakomunikowaniem swoich przekonań tym, którzy przynależą do innych kultur. Nie jest to problem prawdy, czy fałszu. Nie jest to problem jakiejś kulturowej względności prawdy i fałszu, tylko jest to problem kulturowego charakteru komunikacji. Komunikacja ma niewątpliwie charakter kulturowy i z pewnością istnieją takie przekonania, które po prostu nie mogą zostać zakomunikowane komuś, kto przynależy do innego kręgu kulturowego. Nie jest tak, że jedno i to samo przekonanie jest dla podmiotów przynależących do różnych kultur prawdziwe, bądź fałszywe, tylko raczej jest tak, że przekonania, bądź sądy dostępne dla jednych, nie są dostępne dla drugich. Myślę, że tutaj pojawia się właśnie taki problem. Tam gdzie wypracowano sobie metody artykułowania przekonań np. w obrębie wiedzy naukowej, tam takich problemów nie ma. Im te metody są doskonalsze, tym mniej jest takich problemów. Na gruncie nauk matematycznych, czy też matematycznego przyrodoznawstwa, nie ma żadnych większych trudności w kontaktach między kulturami. Czy będziemy rozmawiali z fizykiem jądrowym z Chin, Pakistanu, czy z Polski, zawsze dojdzie tu do porozumienia. Myślę, że jeżeli wszyscy mieszkańcy tego globu uzyskają absolutną zdolność komunikowania się, to będzie to łączyło się z powstaniem jednej kultury globalnej, może z jakimiś kolorytami, ale będzie to jedna kultura.
Pewne prawdy są nieosiągalne lub nie dadzą się zwerbalizować. Można je jedynie przeczuwać. A takiego języka, za którego pomocą można by wypowiedzieć wszystko to, co w ogóle da się stwierdzić i chciałoby się wysłowić, oczywiście nie ma.
Ważna kwestia, która wiąże się z wielością kulturową, to kwestia prawdy moralnej. Nie sądzę, żeby istniał tu jakiś kulturowy relatywizm. Sądy moralne dotyczą działań. Działania są działaniami jednostek w określonych okolicznościach działania. Różne kultury wyznaczają jednostkom różne ramy i w związku z tym okoliczności działania dostępne dla jednostek przynależących do jednej kultury, nie są w pełni dostępne dla jednostek przynależących do drugiej. Mamy tutaj różnicę nie w kwestii prawdy lub fałszu, tylko różnicę podmiotową. Żyjąc w danej kulturze posiadamy określone narzędzia językowe, czyli nasze środki formułowania przekonań. Z drugiej strony w kwestii przekonań moralnych nasza przynależność kulturowa tworzy nam pewne schematy wyznaczające okoliczności działań i w związku z tym, nasze prawdy są lepsze, gdyż jak mniemamy są one czymś, co jest najlepsze dla nas z uwagi na uwarunkowania. Trudno wymagać, żeby ktoś, kto przynależy do jakiejś innej kultury akceptował wszystkie nasze sądy moralne, jeżeli jego okoliczności działania są zupełnie inne. Nie każdy musi myśleć tak, jak my myślimy i oceniać tak, jak my oceniamy. Powinniśmy myśleć i oceniać w taki sposób, żeby starać się czynić to, co jest najlepsze, biorąc pod uwagę nasze uwarunkowania, nasze narzędzia komunikacyjne, nasze schematy, które generują okoliczności działania.

Czy nie jest tak, że nasz egocentryzm nie pozwala nam wykroczyć poza ramy kulturowe, zamyka nas na innych?

Nie. Myślę, że nic nas specjalnie nie zamyka, a wszystko wskazuje na to, że świat zmierza do jednej globalnej kultury, mniejsza o to, jaka kultura to będzie, może być niepodobna do tego, co w tej chwili obserwujemy w krajach rozwiniętego kapitalizmu. Niemniej jednak, nie chodzi tu o egocentryzm. Różnice kulturowe wynikają z tego, iż praktyki społeczne rozgrywały się w sposób niezależny od siebie, izolowany. Nie jest to związane z żadnym specjalnym egocentryzmem. Wydaje mi się, że współcześnie podejmuje się wiele wysiłków, aby owe bariery jakoś pokonać. Nie wiem, czy kiedykolwiek były takie czasy w historii ludzkości, w których tak powszechnie znane byłyby języki obce, w których tak wielu ludzi odbywałoby tyle podróży, czytało literaturę i interesowano się tym, co dzieje się gdzie indziej. Natomiast ja mogę się zastanawiać, jakie zastosowanie dla moich problemów moralnych mają np. zalecenia Kodeksu Bushido, i nie dlatego ich nie podzielam, że uważam, że one są złe, tylko dlatego, że okoliczności działania, w których ja się znajduję, mają się do nich nijak. Natomiast nawet dla współczesnego Japończyka ma to jeszcze duże znaczenie, z uwagi na to, że on żyje w innych strukturach społecznych. Gdybym się przeprowadził do Japonii, nauczył japońskiego, tam znalazł robotę, to prawdopodobnie rozumnym byłoby przyswojenie sobie tych zasad. Ponieważ żyję i pracuję tutaj, rozumne jest i rozsądne kierowanie się innymi zasadami. Tutaj sądy moralne dotyczą zawsze jednostki, która uwikłana jest w pewne okoliczności działania i nie są to recepty ogólnie ważne. Oczywiście niekiedy formułuje się takie recepty ogólnie ważne, takie imperatywy, prawa uniwersalne i tego typu inne głupoty. Jednak takiego typu zalecenia są albo puste treściowo, albo jawnie fałszywe. To oczywiście nie znaczy, że wyznaję jakikolwiek relatywizm. Jeżeli działam w pewnych okolicznościach i zastanawiam się jak powinienem uczynić, to zmierzam do tego, żeby moja odpowiedź była odpowiedzią prawdziwą, albo przynajmniej żebym zrobił wszystko, co w mojej mocy, żeby ta odpowiedź była jak najbliższa prawdy. I tutaj, jeśli podejmuję jakąś decyzję, to jestem przekonany, że każdy, który znalazł się w takich samych okolicznościach, w jakich ja się znalazłem, tak samo musiał postąpić. Tu nie ma żadnego relatywizmu. Problem jest tylko natury przedmiotowej. Najczęściej jest tak, że jeżeli ja się znajduję w pewnych okolicznościach, wtedy decyduję się postąpić tak, a nie inaczej i jestem przekonany, że każdy, kto znalazł się w takich samych okolicznościach, w jakich ja się znalazłem, w taki sam sposób musiał postąpić. Z drugiej strony wiem, że nikt inny w takich samych okolicznościach nigdy się nie znajdzie. W tym sensie nie ma jakby uniwersalnych, absolutnych reguł, bo nie ma uniwersalnych, absolutnych okoliczności działania. Są pewne schematyczne typy okoliczności działania, które są narzucone przez kulturę i z tego powodu pewne hipotetyczne, ogólne osądy moralne można formułować. Jeśli są jakieś ogólne schematyczne sądy moralne, które obowiązują, to z racji tego, że nasze życie, czy tego chcemy, czy nie, przebiega według pewnych schematów.

Dlaczego warto dążyć do prawdy?

Dlatego, że wracając znowu do stwierdzenia Platona, że „prawdą jest twierdzić o tym, co jest, że jest, a o tym, co nie jest, że nie jest”. Gdy nie dążymy do prawdy, to nie traktujemy siebie poważnie. Nasze działanie i nasze sądzenie, twierdzenie, przeczenie nie jest wtedy podążaniem ku czemuś, ale jest czymś zupełnie chaotycznym, niczemu nie służy. Myślę, że stwierdzenie, że nie warto dążyć do prawdy oznacza to samo, co stwierdzenie, że nie warto żyć i odbiera godność człowieczeństwu.

laim
mistrz
Posts: 100
Joined: Wed Oct 18, 2006 8:11 pm

Postby laim » Mon Oct 20, 2008 5:15 pm

Wywód bardzo na poziomie, z większością tez się zgadzam .

Jednak uważam,że niekiedy jednostka może posiadać, mieć (jeśli to można zakwalifikować w charakter posiadania) mniej sfiksowany obraz prawdy, niźli czasem większe grupy społeczne, a nawet całe nacje czy narody!

Niegdyś na zajęciach z psychosocjologii, rozmawialiśmy o patologi procesu socjalizacji jednostki.Wiadomo,że człowiek podlegający z pozycji cech nabytych czy wychowania pewnej dewiacji,powinien aby funkcjonować np. normalnie przejść etap resocjalizacji.

I to jest dla każdego zrozumiałe,wiąże się z prawdą. Natomiast, to,że całe nacje podlegają również patologii, to już tak łatwo nie jest przyjmowane.

Zadałem pytanie:Czy istnieje możliwość,że Naród Polski ma patologiczny proces socjalizacji?A jeśli ma, to czy można mówić,że w takim wypadku większość ma rację i jest przy prawdzie?


Żeby się o tym przekonać trzeba przejść proces alternacji czyli zmianę grupy odniesienia.np. w pewnym momencie życia autorytetem przestają być dla nas tylko i wyłącznie rodzice, a zaczynają być koledzy czy koleżanki, w ciągu życia możemy zmieniać wielokrotnie grupy odniesienia i nie jest to wtedy relatywizm, tylko, patrzenie na prawdę z różnych kątów.


Prawda - jest wartością !

Tak aksjologicznie bym to ujął w jednym zdaniu.


Osobiście czasem myślę o prawdzie totalnej od Poziomu nieskończonego wszechświata do poziomów niższych niż cząstki elementarne
I wtedy np. słowa Piłata wybrzmiewają w bardzo ludzki sposób :"Co to jest Prawda?"


Jakiś zakres prawd jest nam dany do odbioru,ale jak napisał Profesor wyżej, nie mamy szans naszym ludzkim mózgiem pojąc nieskończoności,
z prostej przyczyny nasz logos jest skończony i ma swoje granice.


Pomyślcie o tej masowej resocjalizacji i socjalizacji od szeregu lat sfiksowanej.

Jest to możliwe czy nie ma szans na to aby większość się myliła?



A ja piszę po prostu głupoty.

Pozdrawiam

laim
mistrz
Posts: 100
Joined: Wed Oct 18, 2006 8:11 pm

W tych obrazach jest też sporo prawdy o życiu

Postby laim » Fri Oct 24, 2008 4:03 pm


Daphne
uczen
Posts: 12
Joined: Wed Oct 18, 2006 8:11 pm

Postby Daphne » Fri Oct 24, 2008 6:49 pm

Faktycznie mocne. I smutne.


Return to “Różne różności”

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 3 guests